poniedziałek, 11 października 2010

POWRÓT DO BLOGOWANIA

PROLOG
Kilka dni temu zadzwonił mój przyjaciel, z którym mam raczej sporadyczny kontakt. Oboje z żoną są jednak wiernymi czytelnikami mojego bloga (za co im serdecznie dziękuję, bo w ten sposób wyraża się ich przyjaźń i troska o moją skromną osobę...). Ponieważ nie mogłem podjąć tej rozmowy, zapytałem się go wczoraj na Facebooku, czy jest jakiś temat. Okazało się, że są zaniepokojeni moim milczeniem (na blogu). Biorąc pod uwagę mój niedawny udar, zaniepokojenie jest zrozumiałe. Odpowiedzialem, że u mnie wszystko OK i obiecałem poprawdę (w kwestii bloga).
I tak oto tu jestem!
A więc witajcie!
Od wakacji minął już ponad miesiąc a od naszych zborowych Wczasów Rodzinnych, które mieliśmy z Walą przyjemność prowadzić, to już ponad dwa! Jednakże chciałbym w moim blogu wrócić jeszcze do tamtego czasu. To zresztą było moim zamiarem, by po wakacjach podzielić się na jego łamach tym, czego mogliśmy się uczyć podczas tamtego wyjazdu. Niestety, mój laptop odmówił posłuszeństwa w połowie naszych wczasów, a jego naprawa przedłuża się i trwa do tej pory (trudność w zakupie wentylatorka, bo w moim laptopie padł!). Korzystając z pożyczonego laptopa (wielkie dzięki mojemu dobroczyńcy!!!) dobrałem się do twardego dysku w zepsutym sprzęcie (za pośrednictwem niewielkiego acz mądrego urządzenia) i wreszcie udało mi się dostać do moich zmagazynowanych tam notatek.
W zasadzie, to co chcę zrobić, to przedstawić tu nauczanie, jakim tam w ciągu 7-miu dzieliłem się podczas naszych porannych „społeczności”. Nie będę opisywał, co robiliśmy w poszczególne dni, ale zdjęcia które będę wrzucał w każdy z 7-miu odcinków tego materiału dadzą wam ogólne pojęcie o tym, co tam robiliśmy - poza leżeniem krzyżem i biczowaniem się. Ha, ha, ha!
Zanim przejdę do tematu (to w następnym poście) rzucę jeszcze garść informacji, byście wiedzieli gdzie byliśmy, z kim i kiedy? Otóż, byliśmy niewielką grupą 16-tu osób. Tyle zgłosiło się spośród naszej kilkusetosobowej rodziny Zboru Stołecznego KZ. Ponieważ pierwszy raz organizowaliśmy taki wyjazd dla tego zboru, myślimy, że ludzie nie załapali jeszcze idei - spędzenia czasu urlopu na odpoczynku wśród "zborowych" przyjaciół. Niektórzy z tych, co się nie wybrali mówili, że obawiali się, że przeładujemy czas wykładami i modlitwami - co oczywiście NIE MIAŁO MIEJSCA! Zresztą zawsze naszą dewizą było to, by wakacje były czasem odpoczynku, regenerowania sił - aktywnego, atrakcyjnego turystycznie i kulinarnie czasu, a nie męczenia ludzi całodniowymi nasiadówkami podczas gdy na zewnątrz upał, woda i inne atrakcje. A to, że było nas tylko 16 osób wcale nas nie zmartwiło, bo najlepiej ludzie integruja się w niezbyt dużej grupie. A więc za rok nie będziemy chcieli zbytnio tej grupy powiększać.
Organizując podobne wyjazdy dla naszego dawnego zboru na Ursynowie, co roku zabieraliśmy ludzi w inne miejsce kraju (lub zagranicy). Wyjazdy te miały więc zawsze charakter turystyczny, wypoczynkowy. Oczywiście zawsze był też czas na refleksję podczas porannych bądź wieczornych społeczności. Dużo też śpiewaliśmy - najlepiej przy ognisku. Co też bardzo przypadło do gustu tegorocznym uczestnikom Wczasów.
A gdzie byliśmy? Zanim zdradzę, gdzie byliśmy w tym roku wymienię miejsca gdzie bywaliśmy wcześniej. Wymienię tylko kilka: Karpacz, Białka Tatrzańska, Ojców, Wisła, Sromowce Wyżne, Kudowa. Byliśmy też w Austrii i na Słowacji. A w tym roku nasz wybór padł na Kaszuby. Zainstalowaliśmy się w ośrodku z domkami campingowymi w Chmielnie koło Kartuz. Stamtąd codziennie robiliśmy wypady busem po ciekawszych zakątkach Kaszub.
Byliśmy tam 7 dni - od 31 lipca do 7 sierpnia 2010 roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.