poniedziałek, 15 listopada 2010

PRZEBUDZENIE – część I

Przeglądając notatki do kazań, które wygłosiłem wiele lat temu, natknąłem się też na wykład na temat przebudzenia.
Dziś często używamy tego terminu, szczególnie w kontekście naszych modlitw, w których wyrażamy pragnienie wielkiego, spektakularego Bożego działania. Pragniemy masowych nawroceń, wzrostu kościoła Jezusa Chrystusa i widocznych gołym okiem przemian społecznych, jako rezultat Boskiego działania. 
W historii Kościoła miało miejsce kilka takich duchowych "przebudzeń".
Na mnie osobiscie niesamowite wrażenie wywarło studiowanie sylwetki Jonathana Edwardsa i przebudzenia, jakie Bóg sprawił przez jego służbę.
Oto garść informacji zaczerpnietych z tych notatek.

Przebudzenie to niespotykane (niecodzienne), ożywcze działanie Boga. Głównym przejawem tego działania jest szczególne wylanie Ducha Bożego.
Jako takie, przebudzenie jest jak najbardziej terminem biblijnym. Może nie występuje tu dokładnie to słowo na określenie tego fenomenu, ale w Słowie Bożym znajdujemy opisy takiego właśnie upragnionego Bożego działania.
Czytamy o nim zarówno w Starym Testamencie, gdzie ukazane jest takie szczególne wylanie Bożego Ducha w odpowiedzi na ukorzenie się Izraelitów – jak i w Nowym Testamencie, gdzie widzimy Jana chrzczącego w Jordanie, tłumy podążające za Jezusem i słuchające Jego nauczania. Znaki i cuda towarzyszące zarówno głoszeniu Królestwa Bożego przez samego Jezusa, jak też zwiastowaniu Ewangelii przez uczniów,
Z całą pewnością największe wylanie Ducha Bożego opisane jest na początku Księgi Dziejów Apostolskich. Choć pamiętajmy, że nie jedyne. Duch bywał wylewany wcześniej (na proroków, starszych Izraela i królów) jak i potem (opisane w Dz. Ap. r.4, 8, 14). To upragnione Boże działanie świetnie opisują słowa modlitwy Izajasza (64:1-4).
***
Ojcem teologii przebudzenia jest niewątpliwie Jonathan Edwards – wielki kaznodzieja przebudzeniowy z XVIII wieku. Wcześniej przed Edwardsem używano określeń takich jak: awakning – obudzenie, ocknięcie się (bliższe naszemu polskiemu określeniu “przebudzenie”), spring-tide – wiosenny przypływ, outpuring of the H.S. – wylanie Ducha Świętego.
Już jako kilkunastoletni chłopiec był świadkiem przebudzenia w kościele swojego ojca – duszpasterza drugiego pokolenia kolonialistów amerykańskich, którzy uciekli z Anglii z powodu prześladowań religijnych. W każdy poniedziałek ojciec przyjmował u siebie tych spośród zeświecczałych już wówczas kolonistów, którzy pragnęli szczerze pokutować ze swoich grzechów. Na małym Jonathanie robiło to wielkie wrażenie. Jednak potrzebował kilku lat zanim oddał swoje życie całkowicie pod władanie Jezusa. Decyzję tę podjął, gdy skończył 17 lat. Często czyjeś nawrócenie jest Bożym przygotowaniem dla późniejszego przebudzenia.

Wreszcie, będąc młodym, 31 letnim pastorem w mieście Northampton w New England, w USA, Jonathan Edwards doczekał się przebudzenia w swoim własnym zborze. Był to bardzo ciemny czas. Młodzi ludzie żyli w niemoralności i w bezprawiu. Jednak Bóg zaczął dotykać się tych nie dbających o nic grzeszników.
To właśnie na jego kazania słuchacze reagowali wyznawaniem grzechów i szczerą pokutą. Na prowadzonych przez niego nabożeństwach przebudzeniowych nawróciło się łącznie kilkaset osób.
Edwards ocenia, że około trzysta żyć zostało prawdziwie zmienionych przez Boże działanie w tym czasie. Edwards był znany z tego, że bardzo ostrożnie podchodził do kwestii prawdziwych i powierzchownych nawróceń. Wierzył, że diabeł w swoim sprycie chętnie kopiuje pracę Bożą, po to, żeby ją później sabotować.

Edwards opisał przebudzenie w swojej książce pt. „Narracja Zaskakujących Nawróceń”, która to pozycja, obok kilku innych jest w rzeczywistości jego obroną przedoskarżeniami o rzekomej nieautentyczności tamtego przebudzenia. Książka ta opisuje, jak całe miasto zostało odmienione potężnym działaniem Ducha Świętego. Grzesznicy zostali tym działaniem kompletnie skruszeni i w wielkiej liczbie przychodzili do Chrystusa. Nie było takiego domu, który by nie został dotknięty przez Pana. Płacz był częstym zjawiskiem słyszanym w tym czasie w mieście – a to na znak skruchy, lub jako przejaw radości. Ludzie porzucali grzeszne praktyki i nawyki. Edwards pisał, że miasto to stało się Miastem Boga.
Niedziela stała się znowu dniem, na który wszyscy oczekiwali, by móc odczuwać w szczególny sposób obecność Pana. Każdy wchodził na nabożeństwo przepełniony chwałą dla Boga. Ludzie rozmawiali o Bogu na ulicach i w mieszkaniach. Zarówno starsi, jak i całkiem młodzi byli zaprzątnięci duchowymi sprawami.
Oczywiście błogosławieństwo to rozchodziło się poza miasto, na inne skupiska ludzkie, miasta i wioski. Tam też widziano zatwardziałych grzeszników w szczerej pokucie.
A był to tylko przedsmak tego, co miało wkrótce nadejść...