czwartek, 21 października 2010

Kaszuby - dzień 1. - temat 1.

Jak przejść zwycięsko przez ciemną dolinę?

„Choćbym nawet szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę - boś Ty ze mną!” Psalm 23



1. DOLINA CIENIA ŚMIERCI. (Psalm 23)


Pomyślmy przez chwilę, co autor Psalmu 23 ma na myśli, kiedy pisze „Choćbym nawet szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę…”? Dlaczego jest to ciemna dolina i jakiego zła można się tam ulęknąć?

Otóż dolina z naturalnych powodów jest ciemniejsza niż pole, łąka, czy szczyt: dociera tu mniej światła, większość tego światła zabierają gałęzie porastających je drzew. To tam w dolinach, w wąwozach czaili się rabusie. To tam armie armiom szykowały zasadzki. Bardzo łatwo jest też ukryć się wszelkiemu złu tam, gdzie jest ciemno, mroczno; gdzie można się ukryć za skałą czy drzewem.

Stąd też doliny są obrazem tych momentów w naszym życiu, których się obawiamy, w których czyha na nas niebezpieczeństwo, w których dosięga nas jakieś zło. To może być choroba, utrata pracy, rozwód, niewłaściwe wybory naszych dzieci. Te wszystkie stany określa się jako traumatyczne, prowadzące do stresu a nawet depresji…
 
Dolina cienia śmierci. Niektóre tłumaczenia tak właśnie nazywają tu tę dolinę. Czy otarliście kiedyś o śmierć? Nie pytam się, czy byliście świadkami czyjeś śmierci, albo czy towarzyszyliście bliskiej osobie w jej ostatnich chwilach na tym świecie. Pytam się, czy kiedyś – jak się to mówi – śmierć zajrzała wam w oczy…

Ktoś powiedział, że w zasadzie to przez całe nasze życie chodzimy w cieniu śmierci. Tak, ale są takie momenty w życiu człowieka, kiedy dosłownie ociera się on o śmierć. Są to sytuacje ciężkiej, śmiertelnej choroby, wypadku samochodowego, czy na przykład gdy sopel spada z dachu tuż obok twojej głowy.

Jakie myśli i uczucia towarzyszą nam w takich chwilach? (Czasem świadomość tego, jak blisko byliśmy śmierci przychodzi później, po kilku dniach, lub tygodniach.)

Tak było też w moim przypadku. Kiedy po wylewie krwi do mózgu znalazłem się w szpitalu, nie byłem w pełni świadomy, a przynajmniej nic z tego feralnego dnia nie pamiętam… Jakby ktoś wyrwał tę kartkę z mojego kalendarza – jakby tego dnia w ogóle nie było… A jednak… on był, karetką wożono mnie z jednego szpitala do drugiego, lekarze robili mi badania (m.in. tomografię komputerową) a moi najbliżsi z drżeniem patrzyli na mnie, kiedy życie zdawało się ze mnie uchodzić.

Dopiero na drugi dzień po wylewie, kiedy się ocknąłem i zobaczyłem, że jestem w szpitalu, zrozumiałem, że z moim zdrowiem musi być coś nie tak. Lekarz natychmiast uświadomił mi, jak bardzo jest z nim „nie tak”. Powiedział: Panie Jarosz, miał pan wielkie szczęście. Zwykle, pacjenci z tak rozległym wylewem nie doczekują przyjazdu karetki…

Wtedy zrozumiałem, że dosłownie otarłem się o śmierć…

Pamiętam, co wtedy pomyślałem. Przede wszystkim pomyślałem niewiele. Mój mózg był wciąż jeszcze zalany krwią, obrzęknięty i obolały. Ale pamiętam, że pomyślałem sobie trzy rzeczy – trzy krótkie myśli przebiegły przez moją głowę:

1. Jestem w szpitalu – to dobrze: jestem pod dobrą opieką.

2. Moi najbliżsi (moja żona Wala, mój syn Michał) są ze mną – to wspaniale(!): nie ma cudowniejszej rzeczy jak obecność ukochanych osób. (I vice versa: nie ma okropniejszej rzeczy niż samotność…)

3. Jestem dzieckiem Bożym, jeśli umrę, to pójdę do nieba. A więc tak czy owak jestem bezpieczny.

Pamiętam, że pomodliłem się wtedy krótką modlitwą (tylko taką mogłem z siebie wtedy wykrzesać): Boże, niech się dzieje Twoja wola. I to wszystko.

Później znowu zapadłem w letarg, w którym trwałem przez następny tydzień.

W doświadczeniu zejścia do ciemnej doliny najwazniejszym dla chrzescijanina odkryciem jest to, ze Bog jest tam z nim! A także doświadczenie Jego bliskości, miłości, Jego przebaczenia i akceptacji. Pewien baptystyczny kaznodzieja, pastor konstanty Wiazowski w niedawnej rozmowie ze mną powiedział: "To, co odrożnia ewangelicznego chrzescijanina od chrześciajan nominalnych (tylko z nazwy) jest nie tylko to jak żyjemy, ale też to jak umieramy..." Głęboko wierzący czlowiek nie boi się ciemnej doliny, nie boi się spotkania z Bogiem, nie lęka się tego co jest przed nim, nawet śmierci...

„Choćbym nawet szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę - boś Ty ze mną!”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.